„Jan Chrzciciel tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym»” (Mk 1,7-8). Chrzest w Jordanie to wydarzenie bardzo symboliczne. Uczestniczy w nim ostatni prorok Starego Testamentu, czyli Jan Chrzciciel, jest tam też Jezus, w którym Poprzednik rozpoznaje Mesjasza Pańskiego, do tego jeszcze nad Jezusem ukazuje się gołębica jako symbol obecności i działania Ducha Świętego, a z nieba odzywa się głos: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). W tej scenie jak w pigułce mamy wszystko: starotestamentalne prorockie zapowiedzi, które doczekały się wypełnienia i początku Nowego Przymierza, oraz oczekiwanie, które nagrodzone zostało spotkaniem ludu z jego Panem.
Chrzest Jezusa stoi na początku Jego publicznej działalności i staje się zapowiedzią chrztu nowego, który będzie dla ludzi oczyszczeniem z grzechów, włączeniem w Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa, a przede wszystkim usynowieniem, czyli nadaniem godności Bożego dziecka: „Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził (…)” (1 J 5,1). W tym wydarzeniu Bóg objawia się ludzkości jako Ojciec kochający swoje dzieci tak mocno, że w Synu stał się bratem dla każdego z nas, a w Duchu Świętym prowadzi nas do zbawienia, bo Jego miłość silniejsza jest niż śmierć: „Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” (1 J 5,4-5).
Jak Chrystus zanurzył się w człowieczeństwie, tak też my mamy zanurzyć się w Jego bóstwie. To działa w dwie strony. Na tym „polega” chrzest, który zanurza człowieka w Chrystusie. Czy więc ociekam wodą chrztu? Czy ociekam Bogiem i Jego miłością? Czy widać po mnie, że jestem z Nim blisko? Co mnie wyróżnia jako chrześcijanina? Czym jestem „inny” od tych, którzy nie są ochrzczeni albo nie są wierzący? Chrzest ma być moim stylem życia. Nie po to zostałem zanurzony w wodzie chrztu, by z tego zanurzenia uciekać, ale żeby uczyć się prawdziwego życia poprzez tracenie tego, co wydaje mi się być całym moim życiem. Nurkując w wodach chrztu, nie mam wstrzymywać oddechu i walczyć o przetrwanie, lecz mam poddać się nurtowi i nauczyć się oddychać pod wodą – oddychać Chrystusem, który jest Wodą Życia.
Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ