Kiedy mówi się, że rodzina Jezusa, Maryi i Józefa jest święta, to może to rodzić pewien dystans. Nie nazywamy jej jednak świętą po to, żeby pokazać, że była to rodzina lepsza od naszych, ale żeby uwypuklić w niej obecność Świętego, który stał się człowiekiem. Święta Rodzina nie powinna być dla nas jedynie obrazkiem do podziwiania – ikoną, którą trzyma się w domu, z tęsknotą spoglądając na nią i zazdroszcząc tego, że mieli łatwiej niż my, bo przecież mieli Jezusa – ale inspiracją i bardzo ważnym znakiem, że Bóg jest niesamowicie bliski. Aż trudno to opisać, jak bardzo. Wcielił się i narodził w ludzkiej rodzinie. To nie Mowgli wychowany w stadzie wilków ani Tarzan, którego przygarnęły goryle. Obaj ci bohaterowie żyli razem ze swoimi „rodzinami”, ale pozostali ludźmi, choć nauczyli się zwierzęcych zachowań i zwyczajów. Tymczasem Bóg w Jezusie stał się naprawdę jednym z nas. Święty, ale już nieoddzielony od tego co nieświęte.
W scenie ofiarowania Jezusa w świątyni widzimy Boga, który zadziwia, a zarazem jest bardzo bliski, bo spoczywa w ramionach Maryi i Józefa, którzy słyszą z ust Symeona uwielbienie: „«Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela». A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono” (Łk 2,29-33). Zachowują to wszystko w sercach, myślą o tym niejeden raz, a zarazem tulą z miłością Dziecię do swoich piersi.
Patrząc na Rodzinę z Nazaretu, mamy ujrzeć Boga, który nie jest oderwany od rzeczywistości, lecz w niej zanurzony. Przeniknięty jest nią Ten, który przenika wszystko. Żyje w rodzinie. To człowiek chce czasami Boga od znanej sobie rzeczywistości oddzielić, bo uznanie tak bliskiej Jego obecności musi wpłynąć na codzienne funkcjonowanie. Więc lepiej, żeby pozostał starcem na chmurze, gdzieś wysoko, gdzieś daleko, gdzieś poza zasięgiem wzroku – święty i niedosięgalny. Nasze rodziny, czyli coś, co jest dla nas podstawowego i pierwszego – w tym jest miejsce dla Boga. Im bardziej nieświęte, tym bardziej potrzebujące Go.
To może być dla wielu bardzo trudny i bolesny temat, ale nie ma rodziny, w której nie mógłby zamieszkać Bóg. Żadną nie gardzi, żadnej nie skreśla. Nawet gdyby jej historia była zupełnie pogmatwana i wydawała się nie do odplątania. Im bardziej Boga w tym wszystkim brak, tym bardziej On jest gotów tam właśnie przyjść na świat. Nawet jeśli wydaje się to nam niemożliwe i zupełnie „odjechane”. „Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie, jak niezliczone ziarnka piasku na wybrzeżu morza” (Hbr 11,12). „Sara stała się brzemienną i urodziła sędziwemu Abrahamowi syna w tym właśnie czasie, jaki Bóg wyznaczył” (Rdz 21,2). Bo Słowo, które przyjmuje w Jezusie ludzkie ciało, nie jest wyrafinowane, nie jest trudne i niezrozumiałe, ale proste tak bardzo, że aż trudno uwierzyć w prawdziwość Jego bóstwa.
Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ