25 czerwca 2023

Przyznać się do Jezusa

12. niedziela zwykła

Od kilku dni chodzę z pytaniem, co to znaczy przyznać się do Jezusa. Bo o tym w tę niedzielę mówi do nas nasz Nauczyciel: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10,32-33). Odpowiedź, wbrew pozorom, wcale nie jest taka prosta i oczywista. Owszem, możemy zatrzymać się na zewnętrznych formach manifestowania naszej wiary w Chrystusa, podając setki (a może nawet tysiące) przykładów przyznawania się przed innymi, że jesteśmy ludźmi religijnymi. Jest chyba jednak jasne, że tu chodzi o coś dużo głębszego.

Wiara to sprawa osobista, ale nie prywatna. Chrześcijaństwem nie da się po prostu żyć tylko w zaciszu własnego domostwa (jak chciałoby wielu), w oderwaniu od wspólnoty i bez głoszenia Ewangelii. Jest ono religią relacyjną. Chrześcijanin to ktoś, kto przebywa z Bogiem, słucha Jego Słowa i rozmawia z Nim, ale także dzieli się doświadczeniem Jego obecności i działania z innymi oraz przekazuje Dobrą Nowinę o zbawieniu w Jezusie Chrystusie tym, którzy Go jeszcze nie znają. Do tego wzywa sam Jezus: „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach!” (Mt 10,27).

Oczywiście, że nie jest to łatwe. Słyszymy dziś jednak: „Nie bójcie się ludzi” (Mt 10,26). Możemy mieć różne obawy i lęki, kiedy stajemy przed wyborem: przyznać się czy nie. Nie ma bowiem nic przyjemnego w byciu wyśmianym czy zhejtowanym. Czasem wystarczy niewiele, by poczuć się dotkniętym i zranionym: czyjś niesprawiedliwy osąd, niezrozumienie czy uprzedzenia… Choć to marne pocieszenie, to warto mieć świadomość, że to nic nowego, że to nie jest przypadłość naszych czasów. Oddajmy głos prorokowi Jeremiaszowi: „Słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim!” (Jr 20,10). Otuchy może dodać świadomość, że nie znoszę nieprzyjemności ze względu na wiarę, na jakąś ideę czy system, ale ze względu na Osobę: „Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa. Dla braci moich stałem się obcym i cudzoziemcem dla synów mej matki. Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie” (Ps 69,8-10).

Przyznać się do Jezusa to znaczy być z Nim w relacji: „Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą” (Jr 20,11). Być w relacji oznacza coś więcej niż tylko znać kogoś, a więc wiedzieć, że taka osoba istnieje. Spotkałem się niedawno ze znajomą apostatką. Podczas naszej rozmowy stwierdziła w pewnym momencie: „Idea Jezuska jest dobra. Ta moralność, której uczył. Ta miłość do bliźniego, o której mówił”. Przyznać się do Jezusa to jest jednak coś więcej niż tylko podzielać Jego idee, które przyniósł w swojej Ewangelii. Przyznać się do Niego oznacza chcieć być takim jak On, uczyć się tego poprzez budowanie z Nim więzi. Przyznać się do Jezusa to pachnieć jak On, wyperfumować się Nim. Ja mogę już nie czuć tego Zapachu, bo się do niego przyzwyczaiłem i jest on dla mnie codzienny, wręcz naturalny, ale inni będą pytać, co to za Perfum. Żeby jednak Go poczuli, muszą być blisko mnie. I to ja pierwszy mam się do nich zbliżyć.

 

Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ

 

Zdjęcie dodane przez Alex wolf mx: TUTAJ

ks. Mateusz

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
181 0.046203851699829