18 czerwca 2023

Klerykalizm, antyklerykalizm, synodalność

11. niedziela zwykła

Nie ma wątpliwości, że grupa Dwunastu otrzymała od Jezusa specjalne zadania, a wraz z nimi szczególne łaski: „Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10,1). Władza udzielona Apostołom nie miała ich jednak wynieść ponad innych, lecz dana została po to, by służyć. Jeśli kościelny urząd definiuje się, nie uwzględniając wymiaru służby, to pozbawia się go podstawowego sensu nadanego przez samego Chrystusa. Sprowadza się go jedynie do kierowniczego stanowiska w firmie czy korporacji. A to już prosta droga do klerykalizmu, który przecież wciąż ma się dobrze.

I nie mam na myśli klerykalizmu rozumianego jako korzystanie ze statusu osoby duchownej w celach uzyskania jakichś korzyści. Ta choroba sięga dużo głębiej, trawiąc organizm Kościoła. Klerykalizm to mentalność odgradzania duchownych od świeckich. Księża są od tego, żeby obsługiwać (celowo nie używam słowa „służyć”) przychodzących do kościoła ludzi, a wierni są „klientami” korzystającymi z usług religijnych. I nawet jeśli usługi te są na wysokim poziomie, bo i kazanie ładne, i miła atmosfera, i kościół pięknie przystrojony, to zamiast wspólnoty mamy dwa światy, które stykają się ze sobą dopiero wtedy, kiedy jest taka potrzeba. „Potrzeba” to w tym przypadku słowo klucz wpisujące się w marketingowy łańcuch prowadzący od potrzeby do usługi lub produktu, które ją zaspokoją.

Na przeciwległym klerykalizmowi biegunie jako naturalną odpowiedź znajdujemy antyklerykalizm. Postawa ta jest często dość zgrabnie podbudowana Ewangelią, choćby następującymi jej słowami: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8). Jasny z tego płynie wniosek: księża powinni wszystko robić za darmo. Poza tym powinni słuchać świeckich, bo za grosz nie znają się na życiu – nie mają przecież rodzin, nie chodzą do pracy. Tak w ogóle to są darmozjadami, którzy nic cały dzień nie robią. Oczywiście, to jest typowe używanie Ewangelii przeciwko komuś, a tego robić nie wolno. Ewangelia jest zawsze słowem Bożym „dla” człowieka, a nie „przeciw” niemu, nawet jeśli znajdziemy w niej słowa potępienia pewnych ludzkich postaw lub napomnienia i skorygowania błędów. Zarówno klerykalizm, jak i antyklerykalizm, są drogą donikąd. Efekt tych dwóch przeciwstawnych sobie postaw jest taki sam: dzielenie wspólnoty na dwa niezależne (lub wręcz wrogie) wobec siebie światy.

Od kilku lat papież Franciszek przypomina nam o trzeciej opcji, jaką jest synodalność. W sumie to nie jest jakaś tylko jedna z opcji, ale to jedyny właściwy wybór. Synodalność leży bowiem w naturze Kościoła. Jeśli używamy na określenie, kim jesteśmy, słowa „wspólnota”, to mamy rozumieć to w ten sposób, że idziemy razem na drodze do zbawienia, słuchamy siebie nawzajem (dzieląc się różnymi, czasami odmiennymi wręcz doświadczeniami), a razem trwamy na modlitwie przed Bogiem, słuchając Jego Słowa, które wskazuje nam drogę i nas prowadzi. Kilka słów na ten temat znajdujemy w Księdze Wyjścia: „Teraz, jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19,5-6).

 

Pełny tekst komentarza na portalu Deon.pl: TUTAJ

 

Zdjęcie dodane przez cottonbro studio: LINK

ks. Mateusz

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
181 0.065332174301147