26 marca 2023

Chodzi o miłość

5. niedziela Wielkiego Postu

Historia Łazarza, przyjaciela Jezusa, aż kipi od emocji, które pojawiają się w ludziach dotkniętych przez śmierć bliskiej osoby: „Gdy więc Jezus zobaczył ją [Marię] płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?». Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!». Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?». A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu” (J 11,33-38). Głębokim smutkiem z powodu śmierci brata ogarnięte są Marta i Maria, a także wielu innych, którzy go znali. Każdy w inny sposób reaguje na odejście Łazarza. I Jezus nie jest wolny od emocji, ma w sobie wiele empatii, rozumie dramat, który przeszył ludzkie serca, choć wcześniej już zapowiedział, po co idzie do Betanii: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić. (…) Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli” (J 11,11.14-15). Gdzie ja odnajduję się w tej historii? Z kim się najbardziej identyfikuję? Może po trosze z każdą z tych osób?

W tej ewangelicznej historii chodzi o miłość: „Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza” (J 11,5). Jezus kocha swoich przyjaciół. Kochać to znaczy chcieć dla kogoś życia wiecznego, bo to najlepsze, co może człowieka spotkać. Kochać to także chcieć przebywać w czyjejś obecności, chcieć jej doświadczać fizycznie przez spotkanie, rozmowę – przez zwyczajne bycie razem. Śmierć bliskiej dla nas osoby zabiera nam tę możliwość. Stąd smutek, tęsknota, żal i łzy – bo tego już nie będzie. Zupełnie nie dziwi nas więc reakcja Marii, która zamyka się w sobie. Nie wychodzi naprzeciw swojemu przyjacielowi, który przychodzi, żeby razem przeżyć żałobę po Łazarzu: „Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu” (J 11,20). Wreszcie, gdy wezwana przez siostrę przychodzi do Jezusa, wypowiada gorzkie słowa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” (J 11,32).

Marta już wcześniej, wyszedłszy Jezusowi na spotkanie, wypowiedziała te same słowa, lecz śmierć brata nie zgasiła w niej nadziei: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga” (J 11,22). Doświadczenie śmierci bliskiej nam osoby niekiedy tak mocno skupia naszą uwagę, że przestajemy widzieć dalej – nie jest ważne już nic innego, nic już się dla nas nie liczy. Nie ma nadziei, nie ma też wiary. W Marcie te płomienie jednak nadal się tlą: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. (…) Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (J 11,24.27).

Wiemy, jak skończyła się ta historia. Łazarz, przywrócony przez Jezusa do życia, wyszedł z grobu. Czy żył potem długo i szczęśliwie? Tego nie wiemy. Przyszedł jednak dzień, kiedy umarł „na amen”. I nie przyszedł już więcej Jezus, żeby go uwolnić z więzów śmierci, przedłużając jego życie o kolejnych kilka lat. Historia ta uczy nas tego, że wszystko, czego doświadczamy na ziemi, ma nas otwierać na niebo, na nieskończoną rzeczywistość Królestwa Bożego. Taki cel miały wszystkie cuda, które za czasów swojego ziemskiego życia uczynił Jezus. Taki też sens miała, i ciągle ma, Jego krzyżowa śmierć. W każdym doświadczeniu, radosnym i bolesnym, możemy odkryć Bożą obecność.

 

Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ

ks. Mateusz

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
181 0.079229116439819