„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak” (Mt 1,18). Przyjście człowieka na świat to wielkie wydarzenie. Nie chodzi o sam poród, choć on z pewnością jest wydarzeniem niosącym ze sobą największy emocjonalny ładunek. Narodzenie to cały proces i wiele okoliczności towarzyszących. Narodzenie to część szerszej historii, w której najczęściej główną rolę odgrywa miłość, a jej owocem jest właśnie nowe życie. Wiemy jednak, że nieraz przyjściu na świat towarzyszą także ludzkie dramaty i tragedie, rozterki i zmartwienia. Kiedy więc powstaje i rodzi się nowe życie, wspomnienia bardzo mocno zapisują się w uczestnikach i świadkach tego wydarzenia. Potem po latach wspomina się, co działo się wtedy, gdy ten człowiek był jeszcze „w drodze”, i jakie były okoliczności jego narodzin. Zupełnie nie dziwi więc fakt, że i w Ewangelii znajdziemy opis wydarzeń towarzyszących przyjściu na świat Zbawiciela: „Jest to Ewangelia o Jego Synu, pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym, o Jezusie Chrystusie, Panu naszym” (Rz 1,3-4).
Jak to więc było? Kiedy Józef dowiedział się o tym, że Maryja jest brzemienna, wiedział dobrze, że to nie on jest ojcem Dziecka. Postanowił więc odsunąć ukochaną od siebie. Dzisiejszy mężczyzna powiedziałby, że Józef po prostu nie chciał mieć przy sobie niewiernej żony, która do tego jeszcze ma dziecko z innym. Został głęboko zraniony, więc nie chce mieć nic wspólnego z Maryją. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w Biblii wielokrotnie podkreśla się prawość i dobroć Józefa (wspomina o tym także Ewangelista Mateusz w komentowanym fragmencie), które wynikały z jego głębokiej relacji z Bogiem. Można więc z tego wysnuć wielce prawdopodobny wniosek, że jako człowiek wiary czuł, iż za ciążą Maryi może kryć się jakaś Tajemnica, jakaś „grubsza” Sprawa.
Dlatego w myśli o tym, by oddalić Maryję potajemnie, nie było ani tchórzostwa Józefa, ani obrażania się na Pana Boga, który go wykiwał. Wydaje się, że nie czuł się godny uczestniczyć w tajemnicy wejścia Boga w historię. Dostaje jednak od anioła we śnie wiadomość, która odmienia jego życie: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus” (Mt 1,20-21). Zostaje mu objawiona Boża moc, która działa w sposób niepojęty dla człowieka. Ale co więcej, Józef ma być częścią tego zbawczego wydarzenia – ma nadać Dziecku imię, czyli uznać w ten sposób swoje ojcostwo wobec Niego. Oto jego dobroć i prawość oraz jego wierność wobec Boga zostają zauważone, a on sam ośmielony zaproszeniem z Góry do udziału w największej Tajemnicy dziejów. Józef umie odczytywać znaki. Jest wrażliwy na głos Boga, potrafi go usłyszeć i jest gotów za nim iść: „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1,24).
Pełny tekst komentarza dostępny na portalu Deon.pl: TUTAJ