W dzisiejszej liturgii Słowa jesteśmy do tego wprost (i to bardzo mocno) wezwani: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. (…) Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki!” (Mt 3,2.3). Tutaj nie ma żadnego podziału na tych, którzy już są gotowi, i na tych, którzy jeszcze muszą się trochę postarać.
Wezwanie do nawrócenia, które w Kościele (bądź też ze strony Kościoła) słyszymy dość często, jednych denerwuje („Jak to? Ja mam się nawrócić? Przecież nikogo nie zabiłem! Zresztą niech się najpierw księża zajmą swoimi grzechami!”), innych zaś motywuje do naprawdę konkretnych zmian w życiu. Jan Chrzciciel, o którym dziś opowiada nam Ewangelista Mateusz, nie był przyjemniaczkiem czy religijnym celebrytą, lecz głosem wzywającym do nawrócenia. Ludzie musieli słyszeć w tym głos samego Boga, skoro „ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy” (Mt 3,5-6).
Nie ma się więc co zżymać, kiedy słyszymy o potrzebie nawrócenia, bo nie ma to nas upokorzyć i przekonać o tym, że jesteśmy do niczego, bo mamy swoje słabości. Św. Paweł tłumaczy adresatom swojego listu: „To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało także dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. A Bóg, który daje cierpliwość i pociechę, niech sprawi, abyście wzorem Chrystusa te same uczucia żywili do siebie i zgodnie jednymi ustami wielbili Boga i ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (Rz 15,4-6). W tym nawoływaniu do nawrócenia zobaczmy więc raczej głos samego Boga-Miłości, który cierpliwie na nas czeka i który próbuje nauczyć nas, czym jest prawdziwa miłość. Często nawrócenie utożsamiamy z tym, że komuś udało się opanować swoje złe skłonności czy też przepracować wady, a przez to być lepszym dla innych. Lecz zanim to się wydarzy, musi stać się coś innego. Bo nawrócić się to najpierw zmienić swój sposób myślenia, a co za tym idzie – także swoje postępowanie.
Dosadnie podkreśla to Jan Chrzciciel wobec faryzeuszów i saduceuszów, którzy przyjmowali u niego chrzest: „Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: «Abrahama mamy za ojca», bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Mt 3,7-9). Ich myślenie było jeszcze „nienawrócone”, dlatego też Jan Chrzciciel zwraca im uwagę na to, że aby wydać owoce, trzeba zacząć uprawiać rolę swojego serca w inny, nowy sposób.
Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ