Miłość wzajemna ma być znakiem, po którym inni rozpoznają chrześcijan. Nie jest to znak materialny, który można łatwo zauważyć, ale jest to znak dostrzegalny jedynie w relacjach międzyludzkich. Choć miłość wyraża się także słowami, to jednak widać ją dopiero w praktyce codzienności. Słowa zapewniające o miłości, które nie mają potem pokrycia w rzeczywistości – odzwierciedlenia w bezinteresowności i gotowości oddania życia za drugiego – pozostają po prostu puste, a ich fałszywość jedynie rani drugą osobę.
Miłość wzajemna, na wzór miłości samego Chrystusa oddającego życie za tych, których kocha, to znak, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Miłość bowiem nie tylko wyróżnia chrześcijan z tłumu, określając, kto jest, a kto nie jest uczniem Chrystusa, lecz jest sama w sobie zaproszeniem dla innych, by dołączyli do wspólnoty, w której najwyższym prawem jest Prawo Miłości: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). Miłość prawdziwa, czyli bezinteresowna i czysta, wolna od kalkulacji i egoizmu, zadziwia i przyciąga.
Miłość, ze swojej natury, ma to do siebie, że zawsze innych włącza, a nie wyklucza nikogo. Ma nas ona wyróżniać z tłumu, ale nie po to, by się od niego oddzielić i okopać, pokazując jak to bardzo potrafimy innych kochać (ale tylko wtedy, gdy trzymamy ich na dystans!), lecz po to, by wszystkich ludzi zaprosić do życia obietnicą przyszłego świata, w którym Bóg „zamieszka wraz z nimi (…). I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie” (Ap 21,3-4). Ten przyszły świat to Królestwo Miłości. Owszem, z naszego punktu widzenia jest ono utopią, bo naiwnym byłoby sądzić, że uda nam się je zbudować już teraz, na ziemi. Boża obietnica nie dotyczy tego świata, ale nadaje mu sens, wskazując cel, który jest poza nim.
Pełny tekst komentarza jest dostępny na portalu Deon.pl: TUTAJ