Modląc się o jedność chrześcijan, nie mamy prosić Boga jedynie o dojście do zgody i porozumienia z innymi chrześcijańskimi wyznaniami. Myślę, że przede wszystkim naszą modlitwą i refleksją powinniśmy objąć temat wewnętrznej jedności naszego Kościoła, który – co widać gołym okiem – jest coraz bardziej podzielony. Jedność zewnętrzna z innymi chrześcijańskimi Kościołami będzie możliwa wtedy, gdy najpierw zadbamy o wewnętrzne zjednoczenie własnej wspólnoty, by rzeczywiście była „zwołaniem” w imię Pana, a nie fikcją na papierze.
„Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współradują się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami” (1 Kor 12,26-27). Te słowa św. Pawła zachęcają nas do tego, żeby poczuć się częścią jednego organizmu i dostrzec zależności między nami. To nie jest organizm, który bez przerwy cieszy się zdrowiem – nic z tych rzeczy. Walczy z różnymi chorobami i dolegliwościami. Można je przezwyciężyć dzięki współpracy, ale przede wszystkim dzięki współodczuwaniu tego samego bólu.
Chrześcijaństwem nie można żyć w pojedynkę, w oderwaniu od wspólnoty. To niemożliwe. Nawet gdyby ktoś próbował w ten sposób żyć, to nie jest to wówczas chrześcijaństwo, lecz jakaś synkretyczna religia skrojona na własną miarę, zawierająca w sobie chrześcijańskie elementy. Polecam w tym temacie zagłębić się w myśli Chiary Lubich, założycielki Ruchu Focolare. Nawołując do życia duchowością komunii i do rozwijania charyzmatu jedności, mówiła: „Jedność między braćmi jest niewymowna jak Bóg, każdy cieszy się Jego obecnością, wszyscy cierpią z powodu Jego nieobecności”.
Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ
Zdjęcie autorstwa Helena Lopes z Pexels