To, że Rodzina z Nazaretu nazywana jest świętą, nie oznacza, że ich życie było beztroskie. Nie brakowało w nim bólu, cierpienia i niezrozumienia: „Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48). Wyobrażam sobie, że Matka Boża z jednej strony czuła wówczas wielką ulgę, bo zagubione Dziecko się odnalazło, ale z drugiej strony chyba nie dało się nie wykrzyczeć tych słów z wielkim wyrzutem w głosie i ze łzami w oczach.
Oni nie byli rodziną bez zmartwień i problemów. Nie wyróżniali się na zewnątrz spośród innych rodzin czymś szczególnym. Nie mieli na drzwiach tabliczki z napisem: „Święta Rodzina: Maryja, Józef i Bóg Wcielony”. Jezus nie uczynił ich życia wolnym od tego wszystkiego, z czym mierzyli się wówczas zwykli ludzie.
Tajemnica Wcielenia jest wchodzeniem Boga w ludzką codzienność i przemienianiem jej tak, by stała się drogą ku wieczności. Rodzina z Nazaretu kryła w sobie tę Tajemnicę, dzięki której wszystko było w niej odpowiednio ukierunkowane – ku Bogu: „Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu” (Łk 2,50-51). Różne są historie naszych rodzin, ale każda z nich, naprawdę każda, może stać się dla nas historią zbawienia.
Pełny tekst komentarza dostępny jest na portalu Deon.pl: TUTAJ