14 listopada 2021

Odczytywanie znaków ostatecznych

33. niedziela zwykła

Stwierdzenie, że żyjemy w czasach ostatecznych, może brzmieć dość dramatycznie. Jakkolwiek ono brzmi, jest jednak teologiczną prawdą, która mówi nam o tym, że w Jezusie z Nazaretu wypełniły się wszystkie prorockie zapowiedzi dotyczące oczekiwanego Mesjasza. Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, jest dla nas nie tylko wypełnieniem starotestamentalnych obietnic, lecz Obietnicą samą w sobie i Dowodem darmowej zbawczej miłości Boga.

Wraz z przyjściem Jezusa na świat bezsensownymi stały się starania ludzi, by zdobyć upragnione wieczne szczęście, bo oto Bóg daje nam je w darze! Jezus złożył na krzyżu „raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy” (Hbr 10,12). Śmiesznym powinno się stać dla nas pragnienie, na którym możemy samych siebie niejednokrotnie przyłapać – zapracuję sobie na życie wieczne: zrobię to czy tamto i będę godzien zasiąść w Królestwie Bożym. To pokusa stara jak świat…

Zbawienie to dar, który otrzymają ludzie oczekujący, ludzie adwentu, ludzie świadomi bliskości końca świata. I znów należy z mocą podkreślić, że nie chodzi o katastroficzną panikę czy lęk przed zagładą, ale o świadomość przemijalności tego, co jest tu i teraz. Przemijalności i sakramentalności. Od momentu Wcielenia cała ziemska rzeczywistość stała się bowiem dla człowieka jednym wielkim eschatologicznym znakiem. By ten znak odczytać potrzeba wiary i wskazówek, które daje Pismo Święte.

„A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo” (Mk 13,28). Próbując odnaleźć znaki czasu, nie szukajmy znaków zakazu czy nakazu, ale raczej kierunkowskazów i znaków informacyjnych. Próbując je odczytać i zinterpretować, nie polegajmy jedynie na odniesieniach do tego, co ludzkie czy ziemskie, ale na Bożej miłości, która przerasta wszelkie nasze wyobrażenia. Kluczem do odnalezienia i właściwego odczytania Bożych znaków jest bowiem Miłosierdzie. Chrześcijanin nie jest kimś, kto wypatruje końca świata, gdyż „o dniu owym lub godzinie nikt nie wie” (Mk 13,32), lecz wyczekuje końca nienawiści i ostatecznego tryumfu Boga-Miłości.

„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą” (Mk 13,24-26). Znaki ostateczne, to nie znaki mówiące o zbliżającym się końcu świata, lecz znaki świadczące o jego przemijalności. Takie znaki były zawsze. Nie mają one nas przyprawiać o ból głowy i wprowadzać w stany lękowe, lecz dawać do myślenia, żebyśmy już nie żyli tak, jakby celem naszej egzystencji było spełnienie wszystkich pragnień podczas życia na ziemi, ale żebyśmy przekierowali nasze siły w stronę Królestwa niebieskiego. Lęk przed końcem świata jest w swojej istocie po prostu lękiem przed śmiercią – a ten bierze się z fałszywego obrazu Boga-Sędziego, który nie ma w sobie ani krzty miłosierdzia.

Rozpoznawanie znaków ostatecznych trzeba rozpocząć od dostrzeżenia ich w swojej codzienności, w swoim „prywatnym” świecie. „A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato” (Mk 13,28). Potrzebuję dobrego rachunku sumienia, który pomaga mi rozpoznawać jak „działam” i w porę reagować. Dobrze, by stał się on moim codziennym nawykiem. Jest to bowiem obserwacja własnego wnętrza przypominająca badanie ciała. Dotykam kolejnych obszarów mojego serca i sprawdzam, czy wszystko jest, jak należy, a może są jakieś odchylenia od normy, dysproporcje, guzy, bolesne bądź wrażliwe miejsca. I próbuję znaleźć przyczynę anomalii, stosując jednak lek, jakim jest Boże przebaczenie. „Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach” (Mk 13,29). Odkrycie własnych błędów i uznanie ich przed Bogiem, przed ludźmi i przed samym sobą to ważny krok w stronę zmiany na lepsze. Nawrócenie zaczyna się zawsze od stanięcia w prawdzie.

„Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. (…) Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy” (Hbr 10,14.18). Lekiem na schorowane wnętrze jest Boże Miłosierdzie objawiające się w przebaczeniu, a nie podjęta przez nas pokuta. Ona jest jak wyjście do apteki i zakup przepisanego specyfiku. Ona jest naszym otwarciem się na Lekarza, jest dopuszczeniem Go do pracy nad naszym sercem. Dlatego pokuta nie musi być wcale wielka i trudna, bo ona niczego nam nie wysługuje, nie wyprasza ułaskawienia u Sędziego. Pokuta ma być przez nas przede wszystkim przeżyta szczerze i z pełną świadomością tego, że Boże przebaczenie jest wielką łaską. Nigdy nie może być odbębniona, nawet jeśli byłaby nią znowu ta sama „modlitewka”.

Najważniejszą zasadę dobrego rachunku sumienia ujął nam w jednym zdaniu psalmista: „Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy (…)” (Ps 16,8). To Jezus ma być dla nas punktem odniesienia – nikt inny. Wtedy dopiero rachunek sumienia ma sens. Prawdopodobnie okaże się być dla nas bardzo bolesny, bo znajdziemy z pewnością wiele różnić między nami a Chrystusem, ale dzięki temu stanie się dla nas wielką szansą na oczyszczenie i zrealizowanie postanowienia poprawy.

„Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze” (Dn 12,3). Rachunek sumienia ma nam pomóc wzrastać w mądrości, czyli rozwijać się – nie tylko w sferze duchowej, ale przede wszystkim w sferze czysto ludzkiej. Rachunek sumienia to taka sytuacja w życiu, w której z jednej strony mówisz: „Jaki ze mnie cymbał!”. Ale z drugiej jednak strony odkrywasz także to, jak mądry jest Ten, który tak wspaniale stworzył tego idiotę, i jak wielka musi być Jego miłość, skoro ma do tego głupola aż tyle cierpliwości. Miłosierdzie to miłość wobec przemądrzałych i pewnych siebie kretynów. Zbytnia pewność siebie zwykle gubi człowieka. Odpowiedzią człowieka na Bożą Miłość powinny być słowa Psalmu 16: „Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza. (…) Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje” (Ps 16,5.8). Nie bądź zbyt pewny siebie, bądź przede wszystkim pewny Boga!

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Deon.pl: TUTAJ

ks. Mateusz

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
186 0.082684993743896