Bardzo dobrze znamy tę przypowieść, którą Kościół daje nam do rozważania w IV niedzielę Wielkiego Postu. O historii syna marnotrawnego, który roztrwoniwszy swój majątek, żyjąc rozrzutnie, wraca do domu i wpada w ramiona miłującego ojca, słyszał cały świat... Wielcy artyści tworzyli na ten temat dzieła sztuki... Jednak, na całe szczęście, słowo Boże jest rzeczywistością niewyczerpalną – ciągle rozumiem na nowo, wciąż coś nowego odkrywam, za każdym razem na co innego zwrócę swoją uwagę...
Dziś naszą uwagę zwróćmy na słowa opisujące postawę ojca wobec powracającego do domu syna: „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Tam, gdzie polskie tłumaczenie ma: „wzruszył się głęboko”, łacińskie zawiera ciekawą propozycję: „poruszony miłosierdziem”.
A zatem przypowieść o synu marnotrawnym i jego miłosiernym ojcu to rzecz o tym, czym jest i jakie jest Boże Miłosierdzie. Jest to miłość, która nie pozwala zostać w bezruchu. To miłość, która ciągle wychodzi naprzeciw. Taka jest miłość Boga do każdego człowieka, która najsilniej objawia się w takiej postaci w sakramencie pokuty i pojednania. Takiej też miłości mamy uczyć się wobec naszych bliźnich – miłości wychodzenia naprzeciw.
Miłość, która wychodzi, jest warunkiem spotkania, a spotkanie natomiast jest warunkiem relacji. Jako kolejne z zadań wielkopostnych potraktujmy to, żeby dziękując Bogu za to, że wciąż wychodzi w moją stronę, pozwolić Mu na to, by moje serce poruszył Miłosierdziem i uczynił zdolnym do wychodzenia z przebaczeniem naprzeciw drugiemu człowiekowi.
ks. Mateusz Tarczyński
(rozważanie z biuletynu parafialnego nr 10/2016)