W tę niedzielę przyglądamy się trzem obrazom – płomienia, skały i figowca. Księga Wyjścia zawiera niezwykły opis ukazania się Boga Mojżeszowi „w płomieniu ognia, ze środka krzewu”. Bóg zaskakuje Mojżesza – zarówno sposobem, w jaki się ukazuje, jak i wybraniem do misji wyzwolenia Izraela z egipskiej niewoli. Bóg daje mu jednak zapewnienie o tym, że go nie opuści: „JESTEM, KTÓRY JESTEM”. To zapewnienie jest zarazem Jego Imieniem.
I rzeczywiście, Bóg nie opuścił swojego ludu podczas wędrówki przez pustynię. Towarzyszył im obłokiem, manną, przepiórkami, wodą ze skały... Św. Paweł widzi w tych znakach zapowiedź Kogoś, kto jest namacalnym dowodem na to, że Bóg jest ze swoim ludem – Jezusa: „Pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a ta skała – to był Chrystus”.
Fragment z Ewangelii wg św. Łukasza spina te obrazy w przypowieści o figowcu, który nie wydał owocu. Właściciel chce go wyciąć. Za drzewem wstawia się jednak ogrodnik, który decyduje się podjąć próbę uratowania go – chce je okopać i nawieźć. Tym drzewem jesteśmy my, jeśli nie korzystamy z Bożej łaski, bo tylko „drzewo zasadzone nad płynącą wodą (...) wydaje owoc w swoim czasie” (por. Ps 1,3). Ogrodnikiem zaś jest Chrystus.
W Wielkim Poście podejmujemy wyrzeczenia i duchowe ćwiczenia mające nas uczynić podobnymi do Chrystusa. Na ten trud Bóg daje nam łaskę swojej stałej obecności, z której możemy czerpać siły. I nawet jeśli coś się nie powiedzie, jeśli nie wydamy oczekiwanego owocu, On okopie nas i obłoży nawozem zbawczego wydarzenia Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.
ks. Mateusz Tarczyński
(rozważanie z biuletynu parafialnego nr 9/2016)