„Kiedy tam [w Betlejem] przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie”.
Co roku słyszymy te słowa, które odczytywane są czy to w naszych domach podczas wieczerzy wigilijnej, czy też w kościele podczas pasterki. Słyszymy i być może oburzamy się na tych ludzi, którzy nie przyjęli Świętej Rodziny pod swój dach: „Jak tak mogli? Jak mogli być aż tak nieczuli?”.
Oburzenie, owszem, słuszne. Czy jednak adresatami tego oburzenia powinni być tylko mieszkańcy Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat? A może ta opowieść jest jedynie obrazem tego, co dzisiejszy świat robi z Bożą Dzieciną w dniu pamiątki Jej narodzenia?
Czy jest możliwe Boże Narodzenie bez choinki, bez bombek, bez światełek, bez opłatka, bez kolęd, bez prezentów? A czy jest możliwe bez Jezusa, który de facto ma wówczas swoje urodziny? Czy jest możliwa impreza urodzinowa bez Jubilata? Świat już dawno udzielił swojej smutnej odpowiedzi... Wybiera Kevina, który jest sam w domu, zapominając o Jezusie, który został sam w swoim żłóbku.
Niech w tegoroczną Uroczystość Narodzenia Pańskiego wybrzmi w nas bardzo mocno pytanie: czy potrafimy wyobrazić sobie święta bez Jezusa, bez sprawcy świątecznego zamieszania?
ks. Mateusz Tarczyński
(rozważanie z biuletynu parafialnego nr 5/2015)